CELEBRITY
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!! ❤❤❤ Brakuje nam słów, naprawdę 🥹🇵🇱 Polscy siatkarze pokonali USA 3:2 w finale Ligi Narodów po niesamowitym, emocjonującym meczu pełnym zwrotów akcji 🔥🔝 Przegrywaliśmy już 1:2, byliśmy na krawędzi, a teraz cieszymy się z kolejnego złota!!! 😍🥇 Panowie, dziękujemy za ten turniej!! To było coś wspaniałego 👏❤
Wejść na szczyt to jedno, ale utrzymać się na nim – to drugie, znacznie trudniejsze. A oni tej sztuki dokonali. Reprezentacja Polski siatkarzy po – a jakże – dramatycznym spotkaniu pokonała w chińskim Ningbo USA 3:2 i sięgnęła po złoto Ligi Narodów!
Ktoś powie, że: “przecież w tej dyscyplinie co roku są jakieś mistrzostwa” albo: “gra w nią na poważnie ledwie kilka krajów”. A może warto spojrzeć na to tak, że to właśnie Polska jest jednym z tych państw, które wyznaczają trendy w światowej siatkówce? Utrzymanie się w ścisłej światowej siatkówce przez lata to naprawdę ogromny wyczyn. A w 2026 roku VNL to jedyna okazja do konfrontacji najlepszych drużyn świata.
Pokaz siły Polacy zaprezentowali w półfinałowym starciu Ligi Narodów ze Słoweńcami, w którym “spakowali” przeciwników w 69 minut. Z kolei Amerykanie po długim pięciosetowym boju wygrali z Japończykami, czyli triumfatorami fazy interkontynentalnej Ligi Narodów, dla których to była w ogóle pierwsza porażka w turnieju.
Nieważne jest to, kto stoi po drugiej stronie siatki, bo zawsze jest trudno. W półfinale ze Słowenią z perspektywy libero stałem, patrzyłem i pomyślałem sobie: “Kurczę, ten Leon tak gra, ten Bołądź tak gra”. Nie chcę mówić, że to są nudy, ale to jeden z tych meczów, który fajnie jest przeżyć, bo czujesz, że drużyna funkcjonuje świetnie – opowiadał po awansie do finału Jakub Popiwczak.
Finałowym rywalem okazała się reprezentacja USA, czyli także czołowa ekipa na świecie. Co prawda w swoim kraju trochę niedoceniana, ale ci, którzy znają się na piłce siatkowej, wiedzą że to także topowa nacja. Co ciekawe, od 2023 roku i meczu fazy grupowej VNL Amerykanie nie potrafili wygrać z reprezentacją Polski.
Do dziś pewnie z wielkim bólem wspominają olimpijski półfinał igrzysk w Paryżu sprzed 24 miesięcy, w którym prowadzili 2:1 i 12:9 w czwartej partii, ale tego nie dowieźli. Obie ekipy spotkały się dwa tygodnie wcześniej w Chicago. Biało-Czerwoni nie dali przeciwnikom żadnych szans i zwyciężyli w trzech setach.
Zgodnie z maksymą: “finałów się nie gra, finały się wygrywa”, mecz o złoto VNL do najpiękniejszych nie należał. Już od początku Amerykanie chcieli zneutralizować pierwsze tempo u Polaków oraz wyłączyć z gry Wilfredo Leona. I choć początkowo im się to udawało, ale później urodzony na Kubie reprezentant Polski skaleczył oponentów zagrywką, a następnie wraz z Bartłomiejem Bołądziem kilkukrotnie huknął ze skrzydła. Im bliżej było końca seta, tym bardziej drużyna Karcha Kiraly’ego przygasała. A Polacy ze spokojem wygrali 25:21.
Druga odsłona to już inna drużyna USA. Przede wszystkim dużo bardziej wydajna. Środkowi – Merrick McHenry i Taylor Averill – byli nieomylni, a atakujący Jack Hanes nic sobie nie robił z podwójnego czy potrójnego bloku naszej drużyny. Ale moment na “zaczepienie się” był. Gdy ze stanu 17:13 dla rywali Polacy wyszli na prowadzenie 21:20, mogło się wydawać, że jednak odwrócimy tego seta. Nic bardziej mylnego. Dwa strzały Hanesa z zagrywki i było po wszystkim. 25:22 wygrali siatkarze spod Gwieździstego Sztandaru.
Trzeba było coś zmienić. Trzecią odsłonę w szóstce za Leona zaczął Kamil Semeniuk. To on okazał się liderem polskiej ekipy w ataku. Do pewnego momentu to wystarczyło. A dokładniej do momentu, w którym Polska prowadziła 18:15. Wtedy przebudził się Hanes, na którego nie mogliśmy znaleźć sposobu. W samym tylko trzecim secie atakujący drużyny USA skończył wszystkie 9 ataków. Do tego doszedł atakujący z piątego piętra McHenry oraz finezyjny Micah Christenson na rozegraniu i to przeciwnicy przejęli inicjatywę. Dwie piłki setowe obroniliśmy, ale trzecią Amerykanie już wykorzystali i zwyciężyli 27:25.
Czwarta partia niemal w całości przebiegała pod dyktando Biało-Czerwonych, którzy byli o 2-3 punkty z przodu, ale za każdym razem drżeliśmy, gdy Amerykanie odrabiali stratę. Hanes cały czas atakował jak natchniony i bez litości. Doszło nawet do sytuacji, w której rywale objęli prowadzenie 20:19, po raz pierwszy w tym secie. Trener Nikola Grbić postanowił sięgnąć po broń ostateczną. Za gasnącego w ofensywie Bołądzia wprowadził Wilfredo Leona. Graliśmy więc bez nominalnego atakującego. Od punktowania byli jednak Semeniuk, Fornal i – co warto odnotować – w końcu także środkowi Szymon Jakubiszak i Bartłomiej Lemański. Pierwszy z nich skończył piłkę na 24:23, a po chwili dołączył do bloku na… Haynesie. W tak piękny sposób doprowadziliśmy do tie-breaka.
I wygląda na to, że to był cios, który podłamał reprezentację USA, bo w tie-breaku uaktywnił się Wilfredo Leon, a dezaktywował się Haynes, Anderson i cała reszta rywali. Polacy złapali luz, który pozwolił im zatrzymać to, co po drugiej stronie siatki działało przez całe spotkanie. Gdy Polacy od stanu 8:7 zdobyli sześć punktów z rzędu, stało się jasne, że napiszą kolejną piękną historię polskiej siatkówki. I napisali, wygrywając 15:10 oraz 3:2 w finale.
To trzeci w historii triumf reprezentacji Polski w Lidze Narodów. Ba, trzeci w ciągu czterech ostatnich lat! W 2026 roku nasz zespół czekają jeszcze mistrzostwa Europy rozgrywane w Finlandii, Rumunii, Bułgarii i Włoszech od 9 do 26 września.
USA – Polska 2:3 (21:25, 25:22, 27:25, 23:25, 10:15)
USA: Christenson, Champlin, McHenry, Hanes, Anderson, Averill, Shoji (libero) oraz Robinson, Ma’a, Knigge, Defalco, Hartke.
Polska: Komenda, Leon, Jakubiszak, Bołądź, Fornal, Lemański, Popiwczak (libero) oraz Szalpuk, Semeniuk.
Oglądaj mecze siatkówki w Polsacie w Pilocie WP i kibicuj Polakom! (link sponsorowany)