CELEBRITY
Warszawa. 12-latka wyszła na spacer z psem. “Nagle usłyszałam jej krzyk”
12-letnia Nikola spacerowała po osiedlu ze swoją suczką Dusią. W pewnym momencie zza bloku wybiegł pies. Chwycił zębami Dusię i zaczął nią szarpać. Przerażona 12-latka rozpaczliwie wołała o pomoc. Na ratunek pobiegła jej mama, a po chwili także babcia dziewczynki. Cudem udało się jej opanować atakującego psa.
Gdyby nie pani Weronika i jej mama Wiesława, najprawdopodobniej Dusia nie przeżyłaby pojedynku z dużym, silnym zwierzęciem.
Dramatyczne sceny rozegrały się 3 lipca. — Wyszłyśmy z Dusią niedaleko bloku. Ona chodziła, obwąchiwała teren. Nagle zza bloku wybiegł wielki pies i rzucił się na nią — opowiada dziewczynka. Suczka próbowała się bronić, ale agresywne zwierzę złapało ją zębami i szarpało we wszystkie strony. Nikola zaczęła krzyczeć. — Sąsiedzi wyszli do okien, ale nikt nie przyszedł nam z pomocą — relacjonuje 12-latka.
Jej przeraźliwe wołanie usłyszała mama. — Byłam w domu, kiedy usłyszałam krzyk córki: “pomocy, pomocy!”. Wybiegłam przed blok. Nie wiedziałam, co się dzieje. Zobaczyłam, że pies sąsiada szarpie naszą Dusię. Nie zastanawiając się ani chwili, próbowałam ich rozdzielić. Nie myślałam wtedy, co się ze mną stanie. Liczyło się tylko uratowanie mojego psa. Tamten agresor nie chciał w ogóle odpuścić, tylko szarpał z całej siły. On chciał ją po prostu zagryźć — opowiada pani Weronika.
Pies ani na moment nie dawał za wygraną. — Ciągnęłam te psy kilka metrów. Miałam nadzieję, że w końcu ten duży da spokój, ale on cały czas wisiał na naszej Dusi. Nie reagował na nic — relacjonuje kobieta. Przed blokiem o pomocy w rozdzieleniu psów włączyła się też pani Wiesława, mama pani Weroniki. Kobieta próbowała rozewrzeć pysk zwierzęcia metalowym prętem. Bezskutecznie. — On był w takim amoku, że nic nie działało. Dopiero gdy złapałam go za tylne łapy i przekręciłam całym ciałem, odpuścił. Do dziś nie wiem, skąd miałam tyle siły — wspomina starsza kobieta. W trakcie rozdzielania psów ranna została nie tylko suczka Dusia. Obrażenia odniosła też pani Weronika. — Po tej sytuacji ledwie się ruszam. Mam pogryzione ręce i uraz kręgosłupa. Ostatnio przez ból nie mogłam nawet wstać z łóżka — mówi.
Pani Weronika twierdzi, że mieszkańcy od dawna boją się psa, który zaatakował ich Dusię, a ich suczka miała już wcześniej zostać przez niego pogryziona. — To kolejna sytuacja, kiedy agresywny i niebezpieczny pies sąsiada z pobliskiego bloku biega po osiedlu bez opieki, kagańca i atakuje. Właściciele w ogóle nie panują nad tym psem i nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności. Po ostatnim zdarzeniu nawet nie skontaktowali się z nami, żeby wyjaśnić tę sprawę do końca. Zachowują się tak, jakby nic się nie stało — żali się pani Weronika. Poszkodowana kobieta chce, aby w końcu na osiedlu zapanował spokój, dlatego zgłosiła sprawę na policję. Zabezpieczona została dokumentacja, a świadkowie mają zostać przesłuchani. — Nie chcę zemsty. Chcę tylko, żeby już nigdy nie dochodziło do takich sytuacji — dodaje właścicielka pogryzionego psa.
Reporter “Faktu” wybrał się do właścicieli agresywnego czworonoga, aby porozmawiać z nimi o całej sytuacji. Niestety, nie otworzyli drzwi.