CELEBRITY
Wyrok na Łukasza Żaka zapadł. Sprawca tragedii potraktowany surowo. Czytaj więcej w komentarzu 👇
Sąd podjął decyzję w sprawie Łukasza Żaka, sprawcy tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. W czwartek 28-letni pirat drogowy został skazany na 20 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Ma też fortunę do zapłacenia.
Obserwowałem pana podczas procesu. Zero refleksji — stwierdził sędzia Maciej Mitera ogłaszają 20 lat odsiadki dla Łukasza Żaka. — Dlaczego taka kara? Nie chcę już, żeby pan komuś krzywdę zrobił, bo taka kara zabezpieczy przed takimi piratami — mówił w czwarte, 16 lipca w sądzie.
Łukasz Żak, sprawca tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie jest odpowiedzialny za zabicie 37-latka, spowodowanie ciężkich obrażeń jego rodziny oraz swojej ówczesnej dziewczyny Pauliny. Za kierownicę pożyczonego samochodu wsiadł po zakrapianej alkoholem imprezie. Chciał się dalej bawić, więc wybrał się ze znajomymi do innego lokalu. Gnał 226 km na godz. przez miasto, nagrywając jednocześnie telefonem swoją szaleńczą jazdę. Jeszcze na sekundy przed tragedią dodał gazu, a później wbił się w samochód, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. To był straszny widok.
Łukasz Żak mocno zmizerniał za kratami i zrobił się nerwowy
Żak wsiadł pijany do samochodu, bo chciał się dalej bawić
Za kierownicą samochodu, w który uderzył Żak siedziała matka, a ojciec z dwójką dzieci z tyłu. Wracali z rodzinnej imprezy. Mężczyzna i dzieci usnęli. Ojciec zginął na miejscu. A Żak uciekł z miejsca wypadku. Jak zwykły tchórz. Zdaniem prokuratury, przed zniknięciem nie pozwalał świadkom udzielać pomocy swojej dziewczynie. To, że młoda kobieta przeżyła to cud.
W czerwcu 2025 r., niespełna rok po tragicznym wypadku Żak zasiadł na ławie oskarżonych warszawskiego sądu razem z kolegami. Wypadek po pijaku spowodował zaledwie kilka miesięcy po wyjściu z więzienia, gdzie odsiadywał karę za złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdu. W chwili zdarzenia, we wrześniu 2024 r. miał również aktywny zakaz wsiadania za kierownicę. Zdążył zgromadzić aż cztery takie za jazdę po pijaku i notorycznie je łamał. Ma na sumieniu również bójki, handel narkotykami, rozboje i oszustwa.
Łukasz Żak pomimo poważnych oskarżeń, jakie postawiła mu prokuratura, w sądzie popisywał się wielokrotnie swoją arogancją. Nie widać było, żeby tragedia odcisnęła na nim piętno. Przychodząc do sądu przybijał piątki z kolegami, śmiał się, żartował i polemizował z sędzią oraz świadkami. Prokurator uznała, że jest tak zdemoralizowany, że nie ma szans na jego resocjalizację. Wymiar kary, o jaki wniosła dla Żaka wydaje się wysoki, ale biorąc pod uwagę jego postawę i kryminalną przeszłość oraz notoryczne lekceważenie prawa, wciąż niedostatecznie wysoki.
Sąd nie miał wątpliwości, że Żak zasługuje na najwyższą karę. Zasądził mu 20 lat więzienia i zaznaczył, że o przedterminowe zwolnienie będzie się mógł ubiegać dopiero po 15 latach odsiadki. Ma również zapłacić w sumie 300 tys. zł rodzinie Rafała P., ofiary wypadku, a swojej byłej dziewczynie 150 tys. zł. — Bazowałem tylko na faktach — podkreślał sędzia Mitera podczas ogłaszania wyroku. — Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić arteona i z premedytacją wjechać w rodzinę. To katastrofa. Na tę karę pracował pan długi czas — zwracał się sędzia do Łukasza Żaka.
Wyrok nie jest prawomocny.