NFL
Dzieje się!
Dzieje się!
Dominika Chorosińska może mieć powody do niepokoju po swoim zachowaniu podczas ostatniego posiedzenia Sejmu.
Jak ustaliła Wirtualna Polska, posłanka PiS została odsunięta od szerszej aktywności medialnej.
Chodzi o sytuację z 4 września, gdy podczas wystąpienia Władysława Kosiniaka-Kamysza zaczęła wydawać odgłosy przypominające szczekanie.
Sprawa wywołała falę komentarzy i krytykę także ze strony części polityków prawicy.
Do incydentu doszło podczas wystąpienia wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Dominika Chorosińska nagle zaczęła szczekać na sali plenarnej.
Cała sytuacja trwała tylko kilka sekund, ale została zarejestrowana na nagraniach z posiedzenia Sejmu.
Nagrania szybko trafiły do internetu i stały się jednym z najczęściej komentowanych momentów obrad.
Sprawa może teraz trafić pod obrady Komisji Etyki Poselskiej.
Jak przekazała „Faktowi” Elżbieta Burkiewicz, konieczne jest jednak wcześniejsze złożenie formalnego wniosku.
Dopiero wtedy komisja będzie mogła oficjalnie zająć się zachowaniem posłanki PiS.
Na tym etapie nie ma informacji o rozpoczęciu postępowania.
Burkiewicz nie ukrywała przy tym krytycznej oceny całej sytuacji.
W rozmowie z dziennikiem określiła zachowanie Chorosińskiej jako „oburzające”.
Stwierdziła również, że sprawa powinna zostać odpowiednio nagłośniona.
Zaznaczyła, że jeśli żaden inny podmiot nie złoży wniosku, może zrobić to jej własny klub.
Oznacza to, że kwestia ewentualnych konsekwencji dla posłanki pozostaje otwarta.
Według relacji z sali plenarnej Chorosińska nie tylko wydawała odgłosy przypominające szczekanie, ale miała też nagrywać telefonem siebie lub reakcję wicepremiera.
To dodatkowo zwiększyło zainteresowanie całą sytuacją.
Incydent został odebrany przez wielu komentujących jako naruszenie powagi Sejmu.
Jak informuje Wirtualna Polska, na razie Prawo i Sprawiedliwość nie rozpoczęło formalnej procedury ukarania posłanki.
Rzecznik dyscypliny partii prof. Karol Karski przekazał, że nie otrzymał w tej sprawie żadnego zgłoszenia.
Wyjaśnił, że sam nie może wszcząć procedury przeciwko Dominice Chorosińskiej, ponieważ statut partii mu na to nie pozwala.
Według Karskiego postępowanie przed sądem partyjnym rozpoczyna się dopiero po zgłoszeniu organów partii.
Rzecznik dyscypliny PiS zaznaczył jednak, że być może takie zawiadomienie jeszcze do niego trafi.
Zapowiedział też, że chce porozmawiać z posłanką o tym „dość niefortunnym zdarzeniu”.
Podobnie sytuacja wygląda w klubie parlamentarnym PiS.
Waldemar Andzel, rzecznik dyscypliny w sejmowym klubie partii, również nie rozpoczął dotąd procedury wobec Chorosińskiej.
Przekazał WP, że najpierw musi porozmawiać o sprawie z szefem klubu Mariuszem Błaszczakiem.
Andzel zaznaczył jednocześnie, że nie popiera tego rodzaju zachowania na sali sejmowej.
Zwrócił jednak uwagę, że debacie towarzyszyły duże emocje.
W jego ocenie atmosfera podczas posiedzenia była bardzo gorąca.
Według ustaleń Wirtualnej Polski PiS zamierza na pewien czas ograniczyć medialną aktywność Dominiki Chorosińskiej.
Posłanka miała otrzymać zakaz szerszego udzielania się w mediach.
Rozmówcy WP z PiS ocenili, że najlepszym rozwiązaniem może być przeczekanie zainteresowania sprawą.
Sama Chorosińska również nie zdecydowała się na dalsze publiczne wyjaśnianie całego incydentu.
Wirtualna Polska próbowała skontaktować się z posłanką i poprosiła ją o rozmowę.
Początkowo Chorosińska miała odpowiedzieć, że może udzielić komentarza wyłącznie w formie pisemnej.
Redakcja zapytała ją między innymi o to, czy po kilku dniach nadal uważa, że nie naruszyła powagi Sejmu.
Padło też pytanie, czy ponownie zdecydowałaby się na takie zachowanie.
Po kilku godzinach posłanka odpowiedziała jednak krótko, że nie chce już komentować sytuacji z jej udziałem podczas posiedzenia Sejmu.
Nie odniosła się więc szerzej do powodów swojego zachowania.
Nie wyjaśniła również, czy z perspektywy czasu ocenia je inaczej.
Rozmówcy Wirtualnej Polski z PiS byli wobec incydentu znacznie bardziej krytyczni.
Jeden z nich ocenił, że Chorosińska chciała zwrócić uwagę na sprawę, którą uważała za ważną, ale efekt okazał się odwrotny.
Według jego relacji posłanka tłumaczyła partyjnym kolegom, że szczekaniem chciała przypomnieć o aferze pedofilsko-zoofilskiej w Kłodzku.
Rozmówca WP twierdził, że w sprawę mieli być zamieszani działacze Koalicji Obywatelskiej.
Polityk PiS przyznał jednak, że zamiast skierować uwagę opinii publicznej na ten temat, Chorosińska skupiła ją przede wszystkim na sobie.
Sprawa nadal może mieć dalszy ciąg.
Formalny wniosek do Komisji Etyki Poselskiej lub zgłoszenie wewnątrz PiS mogłyby uruchomić procedury wobec parlamentarzystki.
Na razie jednak partia ogranicza się do zapowiedzi rozmów i odsunięcia posłanki od większej aktywności medialnej.
Incydent z sali sejmowej pozostaje jednym z najbardziej komentowanych wydarzeń ostatniego posiedzenia.