CELEBRITY
Maja, nigdy się nie zmieniaj ❤️ ➡️
“Może tak było, że dzwonił prezydent, ale nie jestem w stanie na to odpowiedzieć” — rzuciła ze śmiechem Maja Chwalińska po finale Roland Garros. Finalistka, która właśnie zarobiła w Paryżu fortunę, zamiast świętować w blasku fleszy, zdradziła, o czym teraz marzy.
Maja Chwalińska opuszcza Paryż jako absolutna rewelacja i ulubienica kibiców z całego świata. Mimo finałowej porażki z Mirrą Andriejewą, podczas wieńczącego turniej spotkania z polskimi dziennikarzami biła od niej duma z własnego osiągnięcia.
Pewnie jest trochę smutno, troszeczkę sobie popłakałam, ale na pewno też jestem bardzo dumna. Oczywiście, chciałabym, żeby ten mecz wyglądał troszkę inaczej, ale po prostu ona była dziś dużo lepsza ode mnie, a ja dałam z siebie wszystko. Nie mogę mieć do siebie pretensji — podsumowała na chłodno finałowe starcie 24-latka.
Szczerze mówiąc, nie mam jeszcze na myśli niczego szczególnego. Na pewno będę chciała jeszcze bardziej zainwestować w swój tenis i w sprzęt. To będzie dla mnie priorytet w ogóle — zapewniła.
Na razie jednak, po 10 morderczych meczach w Paryżu, Chwalińska marzy tylko o jednym. — Mam nadzieję, że w końcu się porządnie prześpię i że coś zjem. Od dawna miałam zaplanowane, że po Rolandzie będę miała kilka dni wakacji, wyjadę za granicę, żeby się zresetować.
Pytana o wymarzony sposób na relaks, rozbroiła salę konferencyjną. — Raczej na leżaku. Lubię sobie poczytać książkę, wypić herbatę lub kawę, spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi. Jestem w środku taką babcią chyba — śmiała się finalistka Roland Garros.
Sukces Chwalińskiej wywołał w Polsce potężną euforię, a z gratulacjami pospieszyli m.in. znani artyści (jak Dawid Podsiadło). Tenisistka została zapytana, czy w ferworze po finale Maja odebrała też jakiś nieoczekiwany telefon, na przykład od prezydenta lub premiera.
— Nie wiem, bo ja nie odbieram od nieznajomych. Nie robię tego od wielu, wielu lat. Więc może tak było, że dzwonił prezydent, ale nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Odbieram tylko od mamy, taty i trenera — skwitowała z rozbrajającym uśmiechem.
Maja potrafiła jednak uderzyć w znacznie poważniejsze tony. Zapytana o to, co niszczy kariery innych mniejszych, niespełnionych talentów w tenisie i dlaczego znikają one z horyzontu, Polka nie gryzła się w język.
— Uważam, że bardzo dużo osób szybko rezygnuje przez to, że słucha opinii publicznej czy też innych “ekspertów”, celowo używam cudzysłowu. Po prostu pożera ich ten hejt i brak szacunku. Oczywiście wsparcie finansowe też jest ogromnie ważne.
Nie ma co oszukiwać, nie potrzebujesz sponsora, gdy jesteś w Top 20 na świecie. Potrzebujesz go dużo, dużo wcześniej, a o to jest ciężko — zdiagnozowała realia sportu. Sama Maja zapowiedziała, że już teraz w swoim klubie w Bielsku-Białej dzieli się doświadczeniami i wspiera młodsze koleżanki, które marzą o podobnej drodze na sam szczyt.