CELEBRITY
5 goli w debiucie Lewandowskiego w MLS ⚽️ Jak oceniacie jego pierwszy mecz? 👀
Robert Lewandowski w końcu zanotował debiut w barwach Chicago Fire. Polak wystąpił w pierwszym składzie ekipy “Strażaków” w rozgrywanym w nocy ze środy na czwartek naszego czasu wyjazdowym meczu z Interem Miami. 37-latek opuścił plac gry przedwcześnie, zmieniony przez trenera Gregga Berhaltera w 62. minucie. Przed zejściem z boiska niestety nie zdołał trafić do siatki, a spotkanie zakończyło się ostatecznie zwycięstwem Interu Miami 3:2.
Stało się! Robert Lewandowski w końcu zadebiutował w barwach Chicago Fire. Aura stanęła na drodze Polaka przy okazji odwołanego spotkania z Vancouver Whitecaps, choć to sformułowanie nie jest do końca trafne, bo na takie rozwiązanie ostatecznie nie narzekał sam zainteresowany.
Po dłuższych o kilka dni przygotowaniach z zespołem kapitan reprezentacji Polski znalazł się w pierwszym składzie swojej drużyny na prestiżowy mecz z Interem Miami. Oczywiście, na murawie zabrakło wciąż wypoczywającego po mundialu Leo Messiego i jego wiernego partnera z linii pomocy Rodrigo de Paula, ale i tak mówimy przecież o potyczce z obrońcą tytułu. I to na jego terenie.
Goście wyszli jednak na murawę jak po swoje, od razu przejmując inicjatywę. Piłkarze Chicago Fire w pierwszych minutach długo rozgrywali piłkę w ataku pozycyjnym, w którym uczestniczył także Robert Lewandowski, cofając się głęboko do linii pomocy i operując chwilami przy linii bocznej. W końcu przyszedł i czas na pierwszy strzał – na razie nie Polaka, bo oddał go w 4. minucie Dje D’Avilla, który jednak nie zdołał zaskoczyć bramkarza.
Potem do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, wyprowadzając kilka groźnych ataków. I kto wie, czy nie wyszliby na prowadzenie, gdyby w jednym z nich Mateo Silvetti zdołał sięgnąć piłki głową.
W 13. minucie z trafienia mogliby za to cieszyć się podopieczni trenera Gregga Berthaltera. Mogliby, bo choć Jonathan Bamba trafił nawet do siatki po samotnym rajdzie niemal z połowy boiska, wcześniej dał się złapać na spalonym.
Po chwili w końcu oglądaliśmy w snajperskiej akcji Roberta Lewandowskiego, który mając piłkę w posiadaniu w polu karnym, robił wszystko, by móc oddać strzał. Zrobił to, ale zablokował go jeden z obrońców i skończyło się tylko na rzucie rożnym. Po kilku minutach Polak znów był aktywny w polu karnym… faulując Luisa Suareza. Chcąc ekwilibrystycznie zagrać piłkę, trafił Urugwajczyka piętą, choć później nie zgadzał się z werdyktem arbitra.
W końcu w 18. minucie padła pierwsza bramka. I choć “zdobyli ją” de facto piłkarze Interu, zrobiło się 1:0 dla ekipy z Chicago. A wszystko przez koszmarny błąd, do jakiego doszło, gdy obrońca zespołu z Miami Ian Fray podawał do swojego bramkarza. Ten – znajdując się pod presją biegnącego w jego stronę Lewandowskiego – nie trafił w piłkę, która wpadła do siatki.
Przyjezdni nie pozostali jednak dłużni i sami także wyciągnęli dłoń w stronę rywala. Zrobił to kapitan Jack Elliott, który sprokurował rzut karny. “Jedenastkę” skutecznie wykorzystał Luis Suarez, trafiając od słupka. Zrobiło się 1:1 i ten wynik utrzymał się już do przerwy, a stało się tak głównie za sprawą golkipera Fire Chrisa Brady’ego. Amerykanin zanotował kilka spektakularnych parad, zatrzymując między innymi Sergio Reguilona.
Po zmianie stron Luis Suarez znów skradł show Robertowi Lewandowskiemu, ciesząc się z dubletu. Urugwajczyk przeprowadził kapitalną dwójkową akcję z Germanem Berterame. Najpierw kapitalnie zagrał do niego piętą, a następnie wykorzystał jego dogranie, wyprowadzając Inter na prowadzenie.
W 62. zmianie trener Gregg Berthalter zdecydował się na potrójną zmianę, ściągając z boiska między innymi Roberta Lewandowskiego, którego zastąpił Robin Lod. I bez Polaka goście byli jednak w stanie doprowadzić do wyrównania. Akcja, po której gola strzelił Puso Dithejane nie była może najpiękniejsza i sporo było w niej szczęścia, ale najważniejszy był fakt, że tablica wyników wskazywała 2:2.
Wydawało się, że takim wynikiem zakończy się to spotkanie, ale ostatnie słowo należało do gospodarzy, którzy w 87. minucie zapewnili sobie zwycięstwo 3:2. O ile z uderzeniem polującego na hat-tricka Luisa Suareza Chris Brady zdołał sobie jeszcze poradzić, tak przy dobitce 20-letniego Prestona Plambecka był już bez szans.
Po porażce drużyna Chicago Fire utrzymała trzecie miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej MLS. Strata Lewandowskiego i spółki do drugiego Interu Miami wzrosła już jednak do ośmiu punktów.
A jaki był to debiut Roberta Lewandowskiego? Nie był on udany, choć Polak starał się być aktywny i pokazał kilka jakościowych zagrań. Chwalili go zresztą za to amerykańscy komentatorzy, narzekając jednak przy tym na sposób poruszania się 37-latka po piłki, głównie w polu karnym. Jak podkreślali, przy dośrodkowaniach często znajdował się za obrońcami, zamiast nabiegać na piłkę i gdyby grał tak przez całą swoją karierę, nie mógłby się cieszyć z aż tak niebotycznego dorobku bramkowego. Ale to dopiero pierwszy, w dodatku wymagający mecz. Kolejne spotkania powinny w pełni pokazać, na co stać w MLS Roberta Lewandowskiego i cały zespół Chicago Fire.