CELEBRITY
Przemysław Czarnek dziękuje obu kierowcom po wypadku. “Honorowe zachowanie”
To był ułamek sekundy i tylko wielkie umiejętności mojego przyjaciela, który kierował, uchroniły nas przed najgorszym — mówi w rozmowie z “Faktem” Przemysław Czarnek, który miał w Wielkopolsce wypadek drogowy. Co zaskakujące, dziękuje również sprawcy zderzenia, który według niego zachował się “bardzo grzecznie i honorowo”.
Przemysław Czarnek podróżował w niedzielę, 14 czerwca z wielkopolskiego Kalisza, gdzie miał spotkanie z wyborcami, do rodzinnego Lublina. Jechał jako pasażer Volkswagenem. W okolicach Smulska doszło do wypadku z udziałem jego pojazdu. — 19-letni kierowca Opla nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu i doprowadził do zderzenia z Volkswagenem, którym podróżował polityk PiS. Posłowi nic się nie stało. Jedna kobieta trafiła do szpitala, drugiej udzielano pomocy na miejscu — relacjonował na bieżąco mł. insp. Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji. Zapytaliśmy posła Czarnka o jego samopoczucie dzień po wypadku. — Nic mi nie jest. Pozostali pasażerowie też już czują się dobrze — mówi nam polityk PiS.
Bardzo dziękuję strażakom ze Smulska i Turku i załogom tureckich karetek pogotowia za bardzo profesjonalne i błyskawiczne działania
— mówi w rozmowie z “Faktem” Przemysław Czarnek.
Co ciekawe, ciepłe słowa kieruje również wobec drugiego kierowcy, który według wstępnych ustaleń jest winny. — Dziękuję też 19-letniemu sprawcy wypadku za bardzo grzeczne i honorowe zachowanie. Natychmiast podbiegł do naszego samochodu i pytał, czy nic się nikomu nie stało, przepraszając za swój błąd. Bogu dzięki, wszyscy żyją i są zdrowi — podsumowuje nasz rozmówca.
Rzecznik PiS Rafał Bochenek na platformie X poinformował, że kierowca przyznał się do winy i przyjął mandat. Jak ustalił “Fakt”, dalsze ewentualne czynności z udziałem 19-latka nie były na razie przeprowadzane i mogą odbyć się dopiero za jakiś czas. Wiele zależy od tego, jak poważne okażą się obrażenia pasażerki Opla, która trafiła do szpitala. Mają one wpływ na to, czy zdarzenie zostanie zakwalifikowane jedynie jako kolizja, czy wypadek. Wtedy konsekwencje mogą być poważniejsze.
Wiadomo, że mężczyzna, który według wstępnych ustaleń wymusił pierwszeństwo, nie jest doświadczonym kierowcą. Prawo jazdy miał zaledwie od roku. Nie podpadł jednak policji brawurową jazdą. — Nie ma na koncie mandatów ani punktów karnych — przekazuje “Faktowi” mł. insp. Andrzej Borowiak.
Jest podejrzany o zabójstwo Mai z Mławy. Biegli nie mają wątpliwości
Chłopiec wszedł na podwórko koleżanki. Rzucił się na niego pies