CELEBRITY
Okazuje się, że my – podatnicy – płacimy za fryzury i makijaż Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Kancelaria Senatu zawarła 1 lipca 2026 roku umowę z warszawskim salonem Osman Atelier na kwotę dokładnie 20 325,20 zł. Oficjalny opis?
Okazuje się, że my – podatnicy – płacimy za fryzury i makijaż Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
Kancelaria Senatu zawarła 1 lipca 2026 roku umowę z warszawskim salonem Osman Atelier na kwotę dokładnie 20 325,20 zł.
Oficjalny opis?
„Przygotowanie Marszałka Senatu do wystąpień publicznych i medialnych”.
W praktyce oznacza to regularne wizyty u fryzjera i makijażystki, żeby pani marszałek wyglądała odpowiednio przed kamerami i na mównicy.
Dwudziestu tysięcy złotych.
Z naszych składek.
Z pieniędzy, które idą z podatków od pensji, paliwa, VAT-u i wszystkiego, co płacimy na co dzień.
Pani marszałek Senatu – osoba z ogromnymi uposażeniami, dietami i przywilejami – nie jest w stanie samodzielnie pokryć kosztów własnego wyglądu. Zamiast tego obciąża budżet państwa.
To już nie jest kwestia wizerunku. To jest skandaliczna arogancja wobec zwykłych ludzi, którzy na koniec miesiąca liczą każdą złotówkę.
I to wszystko dzieje się w momencie, gdy mówią nam o oszczędnościach, o trudnej sytuacji budżetowej i o tym, że „wszyscy musimy zaciskać pasa”.
Tylko nie Marszałek Senatu.
Ona ma salon na koszt podatnika, a my musimy zbierać i oddawać butelki!