CELEBRITY
Z ostatniej chwili 🚨
W Warszawie oficjalnie ruszyła akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Rafała Trzaskowskiego. Jak informują organizatorzy, na ulicach stolicy pojawili się już pierwsi wolontariusze zbierający poparcie mieszkańców. Pytanie brzmi, czy inicjatorom uda się osiągnąć wymagany prawem próg, by doprowadzić do głosowania.
Pomysłodawcy w czwartek, 30 lipca, rano złożyli formalne zawiadomienie w ratuszu oraz u komisarza wyborczego, rozpoczynając tym samym dwumiesięczną kampanię. Cała procedura obwarowana jest jednak rygorystycznymi wymogami formalnymi i frekwencyjnymi, a samo zbieranie głosów podlega ścisłym regułom.
132 tysiące podpisów i wysoki próg frekwencji
Podstawowym zadaniem organizatorów jest zebranie co najmniej 10% ważnych podpisów mieszkańców uprawnionych do głosowania, czyli około 132 tysięcy.
„To muszą być ważne podpisy. Dlatego naszym celem jest zebranie ich więcej, żeby mieć absolutną pewność, że zostaną uznane za ważne” – wyjaśnia inicjator akcji Maciej Wilk.
Zbiórka potrwa do 28 września.
Zgromadzenie podpisów to jednak dopiero pierwszy z dwóch progów. Jeśli komisarz wyborczy uzna ich liczbę za wystarczającą, będzie mógł zarządzić referendum. To otwiera drogę do głosowania, ale wcale nie przesądza o jego skutku.
Drugim warunkiem jest odpowiednio wysoka frekwencja. Żeby referendum było ważne, do urn musi pójść co najmniej trzy piąte osób, które głosowały w wyborach wygranych przez obecnego prezydenta, czyli w Warszawie około 464 tysięcy mieszkańców. Dopiero wtedy o odwołaniu zdecyduje sam wynik. Jeśli jednak zagłosuje zbyt mało osób, referendum nie odniesie żadnego skutku, nawet gdyby wszyscy biorący w nim udział chcieli odwołać prezydenta.
Wolontariusze w pomarańczowych kamizelkach
Za inicjatywą pod nazwą Stołeczna Operacja Referendalna stoi działacz społeczny Maciej Wilk, szef Stowarzyszenia „Tak dla CPK” i prezes Fundacji Polskiego Rozwoju. Do pracy w terenie zgłosiło się kilkuset wolontariuszy, a w pierwszych dniach akcja rusza w 15 punktach na terenie 10 dzielnic, choć organizatorzy są gotowi uruchomić w pierwszym etapie nawet 30 takich miejsc.
„Nasza akcja będzie dostępna dla wszystkich warszawiaków, we wszystkich dzielnicach. W pierwszych dniach startujemy z 15 punktami w 10 dzielnicach Warszawy. Jesteśmy przygotowani na uruchomienie w pierwszym etapie 30 punktów. Wierzę, że będzie ich więcej” – zapowiada Wilk.
Wolontariuszy, ubranych w pomarańczowe kamizelki i czapeczki, można spotkać m.in. na placu Bankowym, popularnej „patelni” oraz przy ulicach Targowej, Wiatracznej i Waryńskiego. Podpis można złożyć w jednym z punktów, u wolontariusza, pobrać listę i zebrać poparcie samodzielnie, na przykład wśród domowników, albo ściągnąć formularz ze strony akcji.
Organizatorzy podkreślają obywatelski i oddolny charakter przedsięwzięcia.
„Łączy nas jedno: chęć zapoczątkowania zmian w Warszawie, które są potrzebne po 20 latach nieprzerwanej władzy tej samej ekipy rządzącej” – zaznacza Wilk.
Kontrowersje polityczne i lekcja z 2013 roku
Inicjatywa budzi na lokalnej scenie politycznej spore emocje. „Gazeta Wyborcza” opisała Wilka jako zwolennika CPK i entuzjastę Mateusza Morawieckiego, a także przytoczyła słowa posłanki Koalicji Obywatelskiej, według której cała akcja to „hucpa polityczna”, do której „wystawiany jest pan Wilk sympatyzujący z PiS”.
Sami organizatorzy odcinają się od powiązań partyjnych i powołują się na niezadowolenie mieszkańców, w tym aferę w Szpitalu Południowym. Wilk szacuje, że w Warszawie jest około pół miliona osób skłonnych poprzeć referendum.
Przykład Krakowa i lekcja z 2013 roku
Świeższym punktem odniesienia jest Kraków. 24 maja 2026 roku odbyło się tam referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Próg frekwencji udało się przekroczyć. Według exit poll do urn poszło 33,4% uprawnionych, a za odwołaniem opowiedziało się 97,8% głosujących. Referendum doprowadziło do odwołania Miszalskiego z funkcji.
Historia pokazuje jednak, że w Warszawie odwołanie prezydenta w tym trybie bywa bardzo trudne. Jedyne dotychczasowe referendum tego typu w stolicy odbyło się w październiku 2013 roku i dotyczyło Hanny Gronkiewicz-Waltz. Mimo zebrania wymaganych podpisów głosowanie okazało się nieważne. Do urn poszło zaledwie 25,66% uprawnionych, co nie pozwoliło przekroczyć obowiązującego wtedy progu 30%.