CELEBRITY
🔴 Z ostatniej chwili 🔴
To była prawdziwa bitwa! W finale Roland Garros Alexander Zverev i Flavio Cobolli stoczyli ponad czterogodzinny bój. Górą okazał się wielki faworyt. Niemiec wygrał 6:1, 4:6, 6:4, 6:7(5), 6:1 i przy czwartej próbie wygrał swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy. Nie obyło się jednak bez kontrowersji.
Zakończył się Roland Garros. W ostatnim spotkaniu turnieju, czyli finale singla mężczyzn, kibice zobaczyli prawdziwy bój. Alexander Zverev mierzył się z Flavio Cobollim.
Niemiec był faworytem tego spotkania i od pewnego momentu całego turnieju. Wszystko przez fakt, że bardzo szybko z rywalizacją pożegnali się m.in. Jannik Sinner i Novak Djoković.
Przed finałem Włoch miał drobną przewagę. Był bardziej wypoczęty niż rywal, ponieważ w półfinale nie grał. A to wszystko przez nagłe wycofanie się Matteo Arnaldiego, który nie mógł wyjść na kort ze względu na chorobę. Zverev za to rozegrał trzygodzinny zwycięski bój z Jakubem Mensikem.
Jednak trudów spotkania z Czechem u Zvereva nie było kompletnie widać. W pierwszym secie finału zdominował swojego rywala w zasadzie od początku. Kluczowy okazał się pierwszy gem, w którym Niemiec przełamał Włocha. Cobolli za to nie był w stanie nawiązać równej walki ze Zverevem i przegrał otwierającą partię 1:6.
Włoch jednak nie poddał się i w drugim secie był zupełnie odmieniony, jakby na starcie zjadł go po prostu stres. Zaczął być równorzędnym rywalem dla Zvereva. Do wyniku 3:3 brakowało przełamań, lecz w siódmym gemie Cobolli wykorzystał chwilę słabości Niemca i wykorzystał drugiego z break pointów. Chwilę później mógł cieszyć się z doprowadzenia do remisu w meczu.
W trzeciej partii obraz spotkanie nie uległ zmianie. Obaj tenisiści prezentowali bardzo wysoki poziom. Przełomowy okazał się 10. gem, w którym serwował Cobolli. Włoch musiał wygrać, żeby być nadal w grze w tej partii. Prowadził 30:0 i wiele wskazywało na to, że zaraz zrobi się 5:5.
Polecamy: Andre Agassi nagle zwrócił się do Mai Chwalińskiej. Te słowa pójdą w świat
Wtedy jednak Cobolli zaczął się gubić, nie trafiał pierwszym serwisem i popełniał proste forhendowe błędy. Zverev w zasadzie nie musiał wiele robić, żeby w kluczowym momencie przełamać Włocha, wygrać 6:4 i być krok od wymarzonego zwycięstwa w Roland Garros.
Niezwykle ciekawie rozpoczął się czwarty set. Cobolli zupełnie niespodziewanie szybko wyszedł na prowadzenie 2:0, a po Zverevie widać był, jakby się trochę rozluźnił i rozregulował.
Niemiec do swojej gry wrócił w szóstym gemie, kiedy zaliczył przełamanie powrotne. Zrobiło się 3:3 i kwestia wygrania w tym secie nadal była otwarta. Chwilę potem Zverev zaczął popełniać błędy, nie czytał gry Włocha, co przyczyniło się do kolejnego przełamania dla Cobolliego, który ponownie stanął przed ogromną szansą na przedłużenie tego meczu.
Wydawało się, że Niemiec zachował więcej spokoju w końcówce. Najpierw doprowadził do remisu 5:5, wyszedł na prowadzenie, stawiając pod ścianą Cobolliego. Niesmak pozostawiła jedna z decyzji sędziego po serwisie Niemca. Arbiter uznał, że piłka dotknęła linię, lecz powtórki wyraźnie pokazały, że był aut. W czwartym secie ostatecznie doszło do tie-breaku. W nim górą okazał się Cobolli, a Zverev był za to cztery piłki od tytułu, lecz tej szansy nie wykorzystał.
W decydującym secie Zverev był już dużo lepszy od swojego rywala. Cobolli zaczął mieć problemy mięśniowe, w przerwach potrzebował pomocy fizjoterapeuty. Natomiast Niemiec wiedział, jak te kłopoty wykorzystać. Błyskawicznie aż dwukrotnie przełamał Włocha i był w zasadzie na autostradzie do tytułu.
Przeczytaj również: Nie uwierzysz, z kim pracuje były trener Igi Świątek! Absolutna legenda
Zverev nie wypuścił już swojej gigantycznej przewagi i wygrał 6:1, 4:6, 6:4, 6:7(5), 6:1. Tym samym niemiecki tenisista w czwartym finale szlema wygrał swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy.